Świadectwo Małgosi - byłej zakonnicy

Urodziłam się w rodzinie rzymsko-katolickiej niepraktykującej, a zachowującej tylko tradycję świąt. W 2000 roku świadomie weszłam w praktyki kościoła rzymsko-katolickiego sądząc, że jest to jedyna słuszna droga do poznania Pana Boga i bycia z Nim na co dzień.

To był kwiecień 2018 roku… kiedy podczas prowadzenia katechezy rzymsko-katolickiej w grupie 5-latków usłyszałam wewnątrz siebie głos: „Nauczasz nieprawdy”. Od tej chwili moje życie zmieniało się diametralnie, aż do dnia 11 stycznia 2020 roku, kiedy przyjęłam chrzest z wody i tym samym przyznałam się do danej mi wiary przez Pana Boga. Do tego momentu szukałam PRAWDY, która jest niezmienna i jedynie dobra. Uwierzyłam Pismu Świętemu, gdzie w Ewangelii Jana (14, 16-17) jest napisane: „A Ja będę prosił Ojca i da wam innego Pocieszyciela, aby z wami był na wieki. Ducha Prawdy, którego świat nie może przyjąć, bo go nie widzi, ani go nie zna. Wy jednak go znacie, bo z wami przebywa i w was będzie.”

W kościele rzymsko-katolickim „straciłam” 17 lat życia, nie licząc czasu całkowitego oddalenia się od Pana Boga. Obecnie (rok 2021) jestem w najszczęśliwszym momencie swojego życia, ponieważ coraz bardziej poznaję Boga Ojca Żywego i Prawdziwego!

Od momentu usłyszenia głosu Pana Boga w swoim sercu przeżyłam różne momenty i etapy zbliżania się do Niego. Jestem dzięki Panu Bogu nauczycielką i artystką. Pomimo licznych zagrożeń zdrowia i życia, ukończyłam studia pedagogiczne i specjalizacje artystyczne między 1998 a 2016 rokiem (dekorator wnętrz, florystyka, terapia ruchem i tańcem). Przez wiele lat pracowałam w placówkach edukacyjno-wychowawczych i artystycznych przypatrując się ogólnej kondycji funkcjonowania i jakości wartości, żyjąc jednocześnie w przekonaniu, że poza kościołem rzymsko-katolickim nie ma zbawienia. Jakże bardzo się wtedy myliłam i w moim wnętrzu nie miałam pewności zbawienia i nie byłam w stanie odpocznienia. Jeśli ktoś zapytałby mnie wtedy, czy na poważnie chodzę na co dzień we wszystkich moich sprawach z Bogiem tak jak Adam z Ewą (przed upadkiem), jak Noe i inni prawdziwi przyjaciele Boga, nie byłoby to uczciwe, gdybym odpowiadała, że „tak”. Pan Bóg w swej dobroci w kwietniu 2018 roku zmienił moje życie i zaprosił do życia prawdziwym Życiem w społeczności z Nim, z Jezusem Chrystusem i Duchem Świętym.

Po tym wydarzeniu rozpoczęłam poszukiwania wspólnoty, która żyłaby ewangelicznie. Zapoznałam się z różnymi materiałami na temat Marcina Lutra i doszłam do wniosku, że nie mogę być protestantką i nie chcę nią być. Dlaczego? Odkrycia duchowe Lutra nie były dla mnie wystarczające, poza tym nie chciałam i nie chcę protestować, tylko świadczyć o Królestwie Bożym, które jest jak mówi Słowo Boże: pokojem, sprawiedliwością i radością w Duchu Świętym (Rzym 14,18). Prawdziwą Ewangelię usłyszałam pierwszy raz od braci i siótr w Kościele w Mławie i zastanawiałam się jak dalej pokierować swoimi krokami w życiu duchowym.Po kilku miesiącach poszukiwań trafiłam na obóz muzyczny adwentystów dnia siódmego i na obóz zdrowotny organizowany również przez nich. Jednak na szczęście plany Pana Boga były inne od moich i rozstałam się z nimi wykazując im - w duchu miłości – fundamentalne błędy teologiczne na czele z fałszywą prorokinią E. G. White. Pismo Święte mówi konkretnie w Księdze Przysłów 30,5 i Księdze Objawienia 22, 18-19, że każde słowo Boga jest czyste i że ktokolwiek doda do tej księgi lub odejmie od niej, tego czekają najpoważniejsze konsekwencje. W Ewangeliach Pan Jezus ostrzegał przed fałszywymi nauczycielami. Teraz również i ja z Jego łaską mogę ostrzegać inne poszukujące osoby przed tego rodzaju zwiedzeniami. Styczeń 2020 roku był przełomowy: słowa Jana Chrzciciela o Panu Jezusie (Ew. Łukasza 3,16) stały się moim udziałem: „On będzie was chrzcił Duchem Świętym i ogniem.” Po chrzcie wodnym 11 stycznia tego roku przynależałam przez kilka tygodni do pewnego zboru zielonoświątkowego, który okazał się również zwiedzioną społecznością, tylko w innym sposób. Szukając dalej właściwej wspólnoty, trafiłam do tzw. grupy domowej, gdzie bardzo rzadko posługiwano się Słowem Bożym, a Wieczerza Pańska była traktowana drugorzędnie (w konsekwencji grupę tę opuściłam). To mnie jednak nie zniechęciło, choć od tego zboru i grupy doświadczyłam dotkliwych prześladowań, tylko dlatego, że broniłam prawd zawartych w Piśmie Świętym. Bardzo przeżyłam te prześladowania, co spowodowało uszczerbek na zdrowiu i długie godziny refleksji i modlitw o faktycznym stanie współczesnego chrześcijaństwa. Wybaczyłam braciom i siostrom ich prześladowania wobec mnie i nie ustaję w modlitwie za nich. Obecnie jestem członkiem małego kościoła domowego, gdzie nakazy dane przez PANA BOGA i słowa PANA JEZUSA są wykładnią życia codziennego i wzorem do naśladowania.

W międzyczasie Pan Bóg intensywnie mnie wychowywał, pokazując upadek sztuki i kultury, w którą byłam zaangażowana od dzieciństwa. Pochodzę z rodziny „po światowemu sławnych” malarzy Maksymiliana i Aleksandra Gierymskich, co dawało mi przez lata prestiż i otwierało tzw. „potrzebne drzwi”. Pan Bóg dał mi świadomość tego, w jaki sposób talent artystyczny może zniewolić człowieka, dając mu złudzenie potęgi twórczej i przyrost pychy do niewyobrażalnych rozmiarów. Księga Wyjścia 20,3 wyraźnie mówi: „Nie będziesz miał innych bogów przede mną”, a znaczenie sztuki jest tak przedstawianie w dzisiejszym świecie, że niestety może ona śmiało nazywana być jednym z bogów tego świata. Nie znajduję słów wdzięczności dla Pana Boga, że wyrwał mnie z tej „jałowej ziemi” i przesadził do ogrodu swojego Królestwa! Jak plastyka i muzyka stały się dla mnie „drugą natura”, tak też i stało się z tańcem. W nim niestety zatracałam się najwięcej. Zajmowałam się tańcami latynoamerykańskimi, gdzie bardzo pociągał mnie ich ognisty charakter. Od 6 lat nie jestem na tanecznym parkiecie, ale buty i inne akcesoria wyrzuciłam dopiero 2 lata temu i zrozumiałam jak silnie byłam związana z czymś, co mnie doprowadzało do upadków. W tańcu szukałam wyrażenia się w całości, a przede wszystkim spełnienia duchowego myśląc, że zaspokoję swoje potrzeby wynikające z temperamentu. Jak bardzo się myliłam. W Psalmie 104, w wersecie 4 przeczytałam: „Czynisz swoich aniołów duchami, swe sługi ogniem płonącym” i znalazłam potwierdzenie i zapewnienie, że będąc narzędziem w Ręku PANA, zaistnieję dla Jego chwały i wtedy mogę płonąć ile potrzeba, bo ten płomień jest czysty i bezpieczny, bo to ogień PANA, który mnie stworzył na swój obraz i podobieństwo. Pan Bóg w swojej łaskawości, zaprowadził mnie na kurs taneczny w Krakowie, który trwał kilka miesięcy, a który przygotował mnie do prowadzenia zajęć terapeutycznych dla dzieci i dorosłych z różnego rodzaju problemami natury fizycznej i psychicznej. Okazało się też zaraz na początku, że osoba prowadząca szanuje Pana Boga i słuchając mnie podarowała mi ten kurs w prezencie. Byłam pełna radości, bo zrozumiałam, że nasz Ojciec Niebieski widział moją konkretna decyzję pożegnania się z muzyką latynoską i podarował mi ten kurs. Od tego czasu prowadzę takie zajęcia, składając też świadectwo mojej przemiany.

Od 2011 roku próbowałam w ramach kościoła katolickiego, zakładać misje ewangeliczne i przybliżać szlachetny charakter Pana Boga, głównie w środowiskach artystycznych. W 2016 r. w Krakowie założyłam Akademię Twórczych Możliwości, gdzie traktowałam sztukę, jako środek do przybliżania geniuszu Boga Ojca. Podróżowałam po Polsce głosząc wykłady dla artystów i wskazując na Pismo Święte, jako źródło ratunku dla nich. Wszystko to czyniłam w ramach kościoła katolickiego. W 2018 roku odczułam dotkliwie, jak kościołowi katolickiemu niewygodna jest prawda i jak próbują ugasić wszelkie przejawy dochodzenia do EWANGELICZNEJ PRAWDY o PANU BOGU.

Jednocześnie Pan Bóg uczył mnie, co to znaczy być prawdziwą kobieta chrześcijanką. Ponieważ do czasu nawrócenia „bardzo dobrze funkcjonowała” u mnie nieczystość seksualna, którą traktowałam jako moje przekleństwo, z którym muszę żyć do końca życia. Po chrzcie postanowiłam poważnie przyjrzeć się temu najgorszemu grzechowi w moim życiu. Zrozumiałam, dzięki łasce Bożej, że uległam oszustwu diabelskiemu, że tak musi być i nie ma na to lekarstwa. Jeszcze jakiś dłuższy czas po chrzcie, miałam zmącony sam umysł na ten temat i wiele niepokoju, dopiero stosunkowo niedawno, PAN w swojej dobroci uleczył całkowicie mój umysł i serce. Bardzo zapragnęłam zbliżyć się do podobieństwa na wzór lękających się świecie kobiet, o których czytałam w całej Biblii i PAN BÓG dał i daje mi wciąż nowe lekcje, abym zmieniała się na trwałe. Towarzyszą mi w tym przeobrażaniu m.in. słowa z Listu do Rzymian 12,2: „ A nie dostosowujcie się do tego świata, ale przemieniajcie się przez odnowienie waszego umysłu, abyście mogli rozeznać, co jest dobrą, przyjemną i doskonałą wolą Boga.” Słuchając OJCA, z radością zrezygnowałam z: butów na obcasie, spodni, kolorowych paznokci, makijażu, farbowania włosów, koronek w ubraniach i atrakcyjnych perfum, biżuterii, biorąc sobie do serca fragment z 1 Listu do Tymoteusza 1, 11-15 oraz źródła pochodzenia tzw. wizerunku współczesnej kobiety. Z przekonaniem podczas nabożeństw nakrywam głowę, idąc za nakazem, zawartym w 1 Liście do Koryntian 11, 1-16. Jestem wdzięczna Panu Bogu za to, w jaki sposób mnie stworzył i nie mam zamiaru poprawiać Jego doskonałego planu dla mojego wyglądu i sposobu życia, w czym utwierdza mnie Psalm 139. W kontekście tego ze smutkiem obserwuję, że różne denominacje chrześcijan biblijnych pozwalają na to, aby kobiety: kierowały swoimi mężami i narzucały swoje myślenie, nauczały podczas zgromadzeń, aby były pastorami, aby tworzyły oddzielne kobiece grupy, gdzie same nauczają, czego nie odnajduję w Piśmie Świętym. Jest to niebezpieczeństwo mające swoje źródła w rozwijającym się dalej feminizmie. Tutaj nasuwają mi się też ostrzegające słowa z Księgi Objawienia 2,18-23.

W latach 2006-2011 chorowałam na depresję ze wszystkimi jej najdotkliwszymi przejawami, a zwłaszcza lękiem. W tym czasie sama borykałam się z chorobą… bez jakiegokolwiek wsparcia rodziny, bez pieniędzy, bez przyjaciół. Jedynie moje myśli mocno trzymały się tego, że Pan Bóg Jest i Jest moim Ojcem. Sam PAN BÓG dał mi wybaczenie dla tych, którzy mnie opuścili w chorobie. Próbowałam w tym czasie czytać Pismo Święte, ale go nie rozumiałam. Wielokrotnie byłam hospitalizowana w szpitalu psychiatrycznym na oddziale stacjonarnym i niestacjonarnym. Wszelkie leki, terapie – zawiodły. Pamiętam pewną chwilę w czerwcu 2011 roku, kiedy Pan Bóg odpowiedział na moja prośbę o odnalezienie sensu życia i dał mi go wraz z konkretnymi zadaniami. To był moment mojego powrotu do życia. Dzisiaj już wiem, że te lata były konsekwencją moich grzechów i udziału w grzechach innych, byłam zniewolona i usidlona przez zło, które próbowało różnymi sposobami nie dopuścić do tego, abym poznała EWANGELICZNĄ PRAWDĘ. W kwietniu 2020 roku po przeżyciu kilkunastodniowego postu, Pan Bóg dał mi polecenie założenia bezpłatnej „pomocy przez Ewangelię” w formie rozmów telefonicznych. Poradnię nazwałam: „Jedidia”, co znaczy: umiłowany przez PANA. Potrzebowałam nazwy, która by określała tą największą obok sprawiedliwości, cechę Pana Boga: miłość. Ponieważ psychologia nic nie mówi o prawdziwej miłości, zawsze była dla mnie dziwną dziedziną naukową, to tym bardziej w tamtym czasie, zrozumiałam, jak jest niebezpieczna i prowadzi osoby cierpiące psychicznie do autoanaliz, które to z kolei prowadzą do nikąd, czyli nie zwracają uwagi na to, że to Pan Bóg jest jedynym Lekarzem, o czym mówi Księga Wyjścia 15,26: „Ja jestem Pan, który cię uzdrawia” i że jest najwierniejszym Pocieszycielem, o czym przeczytałam w Księdze Izajasza 51,12. Uważam też za stosowne, wspomnieć tutaj o pewnym narzędziu jakie przygotował Dave Hunt w publikacji: „Psychologia i kościół”. Autor tego artykułu w szczerości wykazał wyższość autorytetu Bożego nad psychologią.

Pragnę również w uczciwości napisać o pewnym okresie mojego życia, który miał miejsce na przełomie 1994/96. Studiowałam wtedy i poznałam środowisko LGBT, któremu prawie dałam się przekonać, że mężczyźni tylko krzywdzą. Ponieważ miałam tragiczne doświadczenia w domu rodzinnym i mój pierwszy kontakt seksualny był w pewien sposób wymuszony, szybko dałam się przekonać, że można układać sobie życie w inny sposób. To była moja najtragiczniejsza pomyłka, ponieważ, świadomość tego piętna towarzyszyła mi przez wiele lat. Dopiero po nawróceniu czułam się lepiej i mniej o tym myślałam. Kto mnie wyrwał z tego środowiska? Sam Pan Jezus: któregoś dnia wypowiedziałam Jego Imię na głos w obecności pewnej dziewczyny - której pozwalałam na złe zachowania intymne wobec mnie – a ona po prostu uciekła z miejsca, gdzie byłyśmy. Choć nie znałam dobrze Pana Jezusa, dziękowałam Mu za ocalenie! W ramach poradni, o której wspominałam wyżej, pomagam również takim osobom, jaką ja kiedyś byłam. Dewiacje seksualne są najpoważniejsza raną tożsamości i grzechem (jeśli jest trwały), który odbiera nadzieję na życie wieczne (Rzym. 1,25-28). Pan Jezus chce dla wszystkich zbawienia, niezależnie, kto jak bardzo nagrzeszył. Pamiętam jak bardzo byłam piętnowana i gdyby nie świadomość Boga nie żyłabym już dawno, odbierając sobie życie. Dzięki łasce Pana Boga wybaczyłam osobom, z którymi wtedy miałam do czynienia i jestem wolna od tego grzechu, mając teraz na uwadze ostrzeganie osób, które uważają ten rodzaj życia za „właściwy”.

Kiedy w 2000r. nawróciłam się na katolicyzm, poważnie traktowałam relację z Panem Bogiem i moje myślenie w tamtym czasie skierowało mnie do przekonania, że powinnam oddać się Bogu całkowicie i w roku 2002 wstąpiłam do zakonu, aby oddać się modlitwie i pomocy bliźniemu, marząc o wyjeździe na misje do Afryki. W zakonie byłam tylko kilka miesięcy, i ten okres wystarczył, abym przekonała się jak bardzo różni się moje postrzeganie ascezy i miłości bliźniego, od tego, co tam zastałam. Zauważyłam tam kilka cech charakterystycznych, które definiują to, czym tak naprawdę jest kościół rzymsko-katolicki. Przede wszystkim pragnę teraz napisać, że w Piśmie Świętym nigdzie nie znalazłam choćby wzmianki o takich wspólnotach z podziałem na płeć; 1) schemat i system jest tam bardzo rozbudowany, co świadczy o pokładaniu ufności w zarzadzaniu ludzkim, a nie Bożym; 2) karcenie ciała przez posty i inne ograniczenia doprowadzają do skrzywienia psychiki i nierzadko do wycieńczenia organizmu (co też stało się moim udziałem); 3) publiczne naśmiewanie się przełożonych z innych sióstr, ma złamać (jak w wojsku) ostatnie „twierdze” wolnego myślenia, aby można manipulować wspólnotą i kontrolować na każdym kroku; 4) brak miłosierdzia wobec chorych sióstr i stawianie niesłusznych zarzutów, np. o lenistwo, izolację; 5) uważanie się za lepszych od świata, z fałszywego przekonania o powołaniu do takiej formy życia przez Pana Boga. Z tego, co przeczytałam w Piśmie Świętym, to sam Pan Jezus powiedział: ”Idąc na cały świat, głoście ewangelię wszelkiemu stworzeniu” Mk 16,15, a system zakonny zaprzecza temu, skupiając uwagę na rozwijaniu życia wewnątrz jego struktury i traktując nierzadko świat jako zagrożenie, zamiast obszar do ewangelizacji w łasce odwagi i ufności do naszego Pana Jezusa Chrystusa.

Dopiero po nawróceniu zrozumiałam, że już w tamtym czasie PAN pokazywał mi, o co chodzi naprawdę, dlatego czułam dyskomfort duchowy w tamtym miejscu. W zakonie, tak jak i w całym kościele rzymsko-katolickim jest mowa i staranie o spełnianie jak największej liczby dobrych uczynków, a nie poddanie się łasce i uznanie Pana Jezusa za Jedynego Pośrednika w drodze do PANA BOGA!

W 2009 roku wyszłam za mąż, biorąc ślub w kościele katolickim. Małżeństwo trwało rok i trzy miesiące. Skończyło się rozwodem z powodu zdrad i innych uzależnień. Wiem z perspektywy czasu, że nie wytrzymałam ciężaru wydarzeń i nie potrafiłam stanąć odważnie, by pomóc mężowi. Wówczas leczyłam się jeszcze z depresji i odczuwałam na przemian bezsilność oraz gniew wewnętrzny tak duże, że nie byłam w stanie widzieć lepszej przyszłości i nie byłam w stanie okazać cierpliwości. Po prostu uciekłam od problemu, zamiast kochać, bo MIŁOŚĆ NIGDY NIE USTAJE (1 Kor 13,8). W 2020 roku, zaraz po chrzcie, uległam fałszywemu nauczaniu z tzw. ruchu wiary o powtórnym małżeństwie i nowym narodzeniu i byłam narzeczoną pewnego brata przez rok. Pan Bóg ochronił mnie od tego małżeństwa, stawiając na mojej drodze osoby, które wytłumaczyły mi moje błędy myślowe i otrzeźwiły mój umysł. Pan Bóg również dopuszczał sytuacje, które mi pokazywały prawdziwą naturę tego brata, dając mi niezwykłą lekcję jak wygląda w praktyce pozorne nowe narodzenie (1 Jana 3,9.4,1.4,6). Teraz tak bardzo jestem wdzięczna Panu za ten ratunek wybawiający mnie od grzechu cudzołóstwa (Mt 5,27-32). Obecnie prawdziwie i stale modlę się o mojego męża Oskara, aby opadła mu zasłona z oczu, aby zapragnął oddać swoje życie OJCU NIEBIESKIEMU i aby również mi wybaczył mój gniew i poddanie się… Ufam w tej sprawie PANU BOGU!

Nieco wyżej pisałam o mojej świadomości współczesnego chrześcijaństwa. Po licznych doświadczeniach duchowych w udziałem napotykanych chrześcijan od czasu mojego chrztu i trochę przed nim, doszłam do wniosku jak bezcenna jest czujność w przeżywaniu wiary. Słyszę i obserwuję różne tzw. mody teologiczne, co nazywam wspólnie „modernizmem chrześcijańskim”, a co nie ma nic wspólnego ze zdrową nauką biblijną. W 2 Liście do Tymoteusza 4,3 czytam: „Przyjdzie bowiem czas, gdy zdrowej nauki nie zniosą, ale zgromadzą sobie nauczycieli według swoich pożądliwości, ponieważ ich uszy ich świerzbią”. Według mojego doświadczenia, kompromis ze światem i wypaczonymi „ewangeliami” jest nieprzyjaźnią z Bogiem. Dlatego uważam, że ekumenia – o której coraz częściej słyszę - jest zaprzeczeniem słów Pana Jezusa, który powiedział: „Wchodźcie przez ciasną bramę. Szeroka bowiem jest brama i przestronna droga, która prowadzi na zatracenie, a wielu jest takich, którzy przez nią wchodzą. Ciasna jest bowiem brama i wąska droga, która prowadzi do życia, a mało jest takich, którzy ją znajdują.” W 1 Liście do Koryntian 10, 21 jest napisane konkretnie: „Nie możecie pić kielicha Pana i kielicha demonów. Nie możecie być uczestnikami stołu Pana i stołu demonów.” Z tego co przeczytałam w Piśmie Świętym, w 1 Liście do Koryntian 2,16, Paweł Apostoł napisał: „ Ale my mamy umysł Chrystusa.” Również i ja czuję się najmocniej zachęcona, aby naśladować mojego PANA i ZBAWICIELA! Wiem z Pisma Świętego, że Pan Jezus rozmawiał z Ojcem nocami, modlił się przed śmiercią do Ojca, wiem, że był cały czas w kontakcie z Bogiem Ojcem, bo sam powiedział w Ewangelii Jana 14,10:”Czy nie wierzysz, że ja jestem w Ojcu, a Ojciec we Mnie? Słów, które wam mówię, nie wypowiadam od siebie. Ojciec, który trwa we Mnie, On sam dokonuje tych dzieł.”

Dlatego też, dzięki łasce Bożej nie podążam za rytmem tego świata i nie obchodzę świąt narzuconych przez kościół katolicki, nie czczę solenizantów w ich imieniny, nie bawię się w Sylwestra, nie obchodzę własnych urodzin, aby nie skupiać na ludziach swojej uwagi.itp. W Piśmie Świętym, które z łaski PANA przeczytałam w całości, nie odnalazłam choćby wzmianki o pamiątce narodzin Pana Jezusa, o celebracji wszystkich chwil od Jego modlitwy w Ogrójcu po wniebowstąpienie. Jedyne co znalazłam, to polecenie Pana Jezusa, aby pamiętać o Wieczerzy Pańskiej i przeżywać Ją w gronie braci i siótr wierzących, tak jak czynił to sam Pan Jezus.

W moi sercu brzmią wyraźnie i słodko słowa z Psalmu 37,4: „Rozkochaj się w Panu, a On spełni pragnienia twojego serca”. Te słowa dają mi niezwykłą pewność, że poznając PANA BOGA jako mojego OJCA będę coraz mnie grzeszyć, i stawać się na jego obraz i podobieństwo.

Nie znajduję słów, które wyraziłyby moją wdzięczność Panu Bogu za wybranie mnie do swojego Królestwa Bożego. Oddałam mu siebie bez zastrzeżeń. Naprawdę zbawiona jestem z łaski, bo moje życie przed nawróceniem miało bardzo mało wspólnego ze szlachetnym charakterem OJCA NIEBIESKIEGO! JEMU CHWAŁA, zawsze CHWAŁA!

Małgosia