Świadectwo Pawła Gerasima

Spis treści

Przenieśli go gdzieś tydzień przed tym, jak ten żołnierz zwrócił się do mnie z prośbą o modlitwę. Podszedłem do tego wierzącego żołnierza i powiedziałem:
Władek załóżmy post za tego chorego. Uzgodnijmy trzydniowy post i będziemy się modlić.
Gdy uzgodniliśmy to z nim, to poszedłem do pracy. Pracować na dwie zmiany i spać tylko cztery godziny na dobę było bardzo męczącym. Pomimo tego pościliśmy, ponieważ mieliśmy potrzebę. Prosiliśmy, żeby Bóg uzdrowił tego chorego. On z kolei mówił; „Módlcie się o mnie, ponieważ wszystko, co mówisz, jest prawdą i zrobię wszystko co powiesz." Sobota i niedziela u nas były wolne od pracy.

W sobotę znajdowałem się w jednostce, a niedziela to był mój wolny dzień. Na samym początku służby powiedziałem im:
Przez sześć dni będę pracował dla dobra kraju a siódmy dzień poświęcam Bogu, i tego dnia choćby nawet dowódca jednostki przyjechał, ktokolwiek, bez względu na stopień i funkcję; w ten dzień nie będę pracował, bo poświęcam go Bogu. Nie szukajcie mnie. Nie będzie mnie na apelach.
Oni to wiedzieli i gdy sprawdzano obecność, żołnierze odpowiadali:
Modli się do Boga, – lub mówili: – Poświęca dzień Bogu.

W sobotę, na trzeci dzień naszego postu poszliśmy na miejsce pracy tego wierzącego. Weszliśmy do jego kanciapy i zaczęliśmy się modlić o chorego, najpierw przeczytawszy z Marka, z szesnastego rozdziału. Modliliśmy się mówiąc:
Jezu, to Ty powiedziałeś. To nie są słowa jakiegoś człowieka. To są Twoje słowa, a wszystko, co zależało od nas, co nam trzeba było zrobić, to uczyniliśmy. A teraz widzisz nasze pragnienie, prosimy Ciebie, abyś Ty dalej wykonywał swoją pracę.
Podeszliśmy do niego. Położyliśmy na niego ręce. On był pokryty ranami. Nasze ręce dotykały jego kości. On przyszedł i mocno cierpiał, bo wcześniej powiedział, że uczyni wszystko co mu powiemy. Widać było, że nawet wyraz jego twarzy zmienił się z bólu, ale pomimo tego stał, dopóki nie zakończyliśmy się modlić.

Podczas modlitwy Duch Święty rzekł:
Usłyszałem modlitwę i posłałem odpowiedź.
Gdy otworzyliśmy oczy, on był w takim samym stanie jak przed modlitwą. Żadnych zmian nie było na ranach. Pomimo tego, uwierzyliśmy Duchowi Świętemu i podziękowawszy Bogu, powróciliśmy do jednostki. Była to godzina czternasta w sobotę. W niedzielę byliśmy w jednostce. W poniedziałek wyszedłem do pracy. U nas połowa żołnierzy pracowała na pierwszą zmianę, a połowa na drugą. A on, ze względu na to że nie mógł pracować, znajdował się w jednostce. W tym czasie przygotowywano dokumenty dotyczące jego komisyjnego zwolnienia.

Dokładnie o czternastej w poniedziałek on poczuł, że ktoś się go dotknął i gdy się rozejrzał nikogo tam nie było. Zauważył wtedy, że zachodzą, w nim jakieś zmiany; szczególną ulgę poczuł w rękach. To działo się tylko moment. Jego stare ciało w całości odpadło i wszystko zaczęło narastać na nowo. Gdy spojrzał na swoje ręce, one były gładkie, bez odcisków, jak ręce noworodka, które nigdy jeszcze nie pracowały, nawet nie dotykały niczego. Chrystus go uzdrowił. Wtedy on zaczął biegać po jednostce i krzyczeć, i świadczyć, że Chrystus go uzdrowił. A chociaż był muzułmaninem, to zapomniał o swoim Allachu, zapomniał o swoich zakonach i zaczął dziękować Chrystusowi, że go uzdrowił. Wszyscy żołnierze to słyszeli. Dotarło to do dowództwa.

Gdy oficerowie usłyszeli o tym, przyszedł do niego zastępca oficera politycznego, natychmiast wypełnił odpowiednie dokumenty, gdy ja jeszcze byłem w pracy, i tego samego dnia odesłali go do Kazachstanu. Gdy wróciłem, nie zastałem go, ale oczywiście, listownie mieliśmy więź ze sobą.. A Władek, ten chrześcijanin z Krematorska, z którym modliliśmy się w baraku Bóg ochrzcił go Duchem Świętym.