Świadectwo Krzysztofa

Urodziłem się w rodzinie Polskiej o tradycji Rzymsko-Katolickiej wśród Polonii w USA. Moi dziadkowie wyjechali z Polski z dwóch powodów: za chlebem” a także, żeby uniknąć poboru do wojska carskiego pod zaborem rosyjskim. Moje korzenie w Polsce są stare i głębokie, sięgają aż do piętnastego wieku. Wiele tradycji polskich pozostało w mojej rodzinie i w tym mówienie w domu po polsku ale moim pierwszym językiem (z oczywistych powodów był angielski). Byłem wiernym członkiem Kościoła Rzymsko-katolickiego, nawet ministrantem a także byłem również bardzo dumny z tego, że w 1978 r. został wybrany Polak na tzw. tron Apostoła Piotra.

Kiedy skończyłem liceum, mogłem iść albo na studia albo robić coś innego z moim młodym życiem. Pomimo obaw mojej mamy i zgodnie z poczuciem zobowiązania mojego taty wobec Ameryki zgłosiłem się do Wojska Amerykańskiego na ochotnika, zostałem przyjęty do szeregów Marynarki Wojennej USA w 1982 r.  

Podczas zaprawy byłem daleko od rodziny i naszych zwyczajów, również religijnych. Dany mi został Nowy Testament Stowarzyszenia Gedeonitów. Po raz pierwszy w życiu miałem okazję czytać Pismo Święte bez komentarza osób trzecich.   Słowo Boże intrygowało mnie i miałem dużo pytań.   Po zaprawie zacząłem szkołę zawodową kucharską i jeden z moich współmieszkańców był nowo-nawróconym Chrześcijaninem.   Jim” mi pomagał rozumieć sens prostych tekstów Biblii. Byłem bardzo spragniony Słowa Bożego.   W tym okresie jakiś weteran wojskowy zaprosił mnie do swojego Zboru Baptystów”. Bałem się iść albowiem w Kalifornii działa wiele sekt. Natomiast, weteran obiecał nam, że kobiety w Zborze przygotowały domowe obiady dla żołnierzy po nabożeństwie, gdybyśmy przyszyli na nabożeństwo, moglibyśmy coś zjeść.   To mnie przekonało, poszedłem.

To nabożeństwo miało mało wspólnego z moim dotychczasowym doświadczeniem na nabożeństwach Kościoła Rzymsko-Katolickiego.   Wszyscy śpiewali radośnie, Pastor mówił homilię bezpośrednio z Pisma Świętego i nabożeństwo było długie. Zachęcali mnie do odmawiania pokutnej „modlitwy grzesznika”. Modliłem się tak jak oni mówili ale nic się nie zmieniło albowiem nie była to modlitwa mojego serca. Natomiast to doświadczenie w tym Zborze zrobiło na mnie wielkie wrażenie.

Po szkole zostałem skierowany do pierwszej jednostki wojskowej i żyłem zwykłem życiem” wojskowego i byłem uwikłany w grzech. W tym okresie dobry kolega mój, Żyd, dzięki konfrontacji z ewangelią przez kogoś innego nawrócił się. Pewnego dnia spytał mnie czy mógłby iść ze mną do Kościoła Rzymsko-katolickiego, gdzie nadal chodziłem pomimo mojego wojskowego stylu życia. Zgodziłem się i myślałem że to dobrze, ponieważ jako Żyd on najbardziej potrzebuje Chrześcijaństwa. Przez jego świadectwo zacząłem własne odnawiać studiowanie Pisma Świętego. Podczas rozważania Pisma Świętego, jeden fragment szczególnie dla mnie był znaczący, Ef. 2,8-9. Albowiem łaską zbawieni jesteście, przez wiarę to nie z was, Boży to dar, nie z uczynków aby się kto nie chlubił.”  Znaczenie tego fragmentu (i innych podobnych w Piśmie Świętym), rozwaliło mój dotychczasowy świat religijny.   Przez całe życie, starałem się uzyskać Bożą łaskę i jego miłosierdzie przez moje uczynki i uczestnictwo w obrzędach kościelnych. Kiedy widziałem, że moje uczynki nie są wystarczające i, że Bóg raczej ze swojej dobroci udzielił mi łaski jako daru, pewnego dnia w lutym roku 1984 r. zdałem sobie z tego sprawę, że nie miałem tej łaski i nie byłem Chrześcijaninem.   Na kolanach prosiłem Jezusa, żeby przyszedł do mojego życia, żeby mnie zbawił. Zacząłem poznawać w tym dniu Prawdziwego Boga Trójcy Świętej. Zostałem ochrzczony przez Wojskowego Kapelana Baptystycznego i przyjęty do Zboru Baptystów.  

Całkiem niedawno po moim nawróceniu się, Wojsko wysłało mnie do Neapolu we Włoszech do Komendy Głównej NATO w strefie południowej. Miałem zadanie, żeby być kucharzem Głównego Dowódcy i podróżować z nim dokądkolwiek on by jechał. Zacząłem zwiedzać świat, byłem na Bliskim Wschodzie, niemal wszędzie w Europie Zachodniej i Berlinie, owszem Zachodnim. Podczas tych podróży, po pracy często starałem się znaleźć Chrześcijan lub rozdawać traktaty w języku danego narodu. Z kolei w Neapolu uczyłem się włoskiego i zostałem przyjęty na członkostwo do Włoskiego Zboru Baptystów.   Poprzez ciągłe podróżowanie Pan Wszechświata otworzył moje oczy na ginący świat. Pewnego dnia w Turcji powiedziałem Panu, jeśli chce używać mnie, kucharza, jako misjonarza jestem do dyspozycji. Wzrastała we mnie coraz większa chęć zwiastowania Słowa Bożego wśród Amerykanów, Włochów, Afrykańskich imigrantów we Włoszech i w moich służbowych podróżach. Przedstawiłem wzrastające we mnie pragnienie bycia misjonarzem starszym Zboru i oni potwierdzili to i zachęcili mnie do rezygnacji ze stanowiska wojskowego i do przygotowania się na misję w szkole Biblijnej.   Rozpocząłem wyższe studia teologiczne w USA 1988.

Podczas drugiego roku studiów zacząłem intensywnie się modlić i prosiłem Boga o prowadzenie w sprawie gdzie On by chciał, żebym pojechał na Misję.   Skoro znałem język włoski wielu chrześcijan zachęcało mnie ponownie do misji we Włoszech choć osobiście nie miałem w tym pokoju.   W 1989 zostałem zaproszony na Konferencję w Europie w charakterze pracownika. Na Konferencji Mission 90’” w Utrecht Holandii spotkałem wielu Chrześcijan z Polski.   Moją ówczesną łamaną polszczyzną powiedziałem im, że jestem również Polakiem. Zaprosili mnie do Polski, żeby służyć Bogu. Pamiętam, że tej nocy modliłem się do Boga i byłem głęboko wzruszony. Po modlitwie w tej sprawie w okresie około trzech miesięcy przedstawiłem sprawę mojemu zborowi w USA i oni jak najbardziej popierali koncepcję.

Latem 1990 pojechałem do Polski z kolegą i zgłosiliśmy się do kancelarii Kościoła Chrześcijan Baptystów w Warszawie i spotkałem ówczesnego Prezydenta Unii Baptystów. On nie miał żadnej wcześniejszej informacji o naszym przyjeździe i niemal wyprosił nas stamtąd. Znowu zacząłem rozmawiać moją łamaną polszczyzną, i Prezydent uśmiechnął się i zaprosił nas na urodziny swej osiemnastoletniej córki. Kiedy weszliśmy do mieszkania brata Prezydenta, był tam też jeden z braci z Holandii na uroczystości. On wytłumaczył Prezydentowi o co chodzi i za parę dni zostaliśmy wysłani do Szczecinka na obóz młodzieżowy w charakterze nauczycieli.   Na tym obozie poznałem Katarzynę Niedźwiecką, która po roku czasu została moją żoną. Pobraliśmy się w Zborze w Szczecinku w 1991 r. Mamy czworo dzieci, Tereskę, Janka, Michałka i Krysię.

Wróciliśmy do USA, żebym mógł skończyć studia.   W tym okresie w 1995 r. otrzymaliśmy propozycję pracy misyjnej przez Radę Zboru Gdańskiego. Przyjechaliśmy do Polski zimą w 1996 r. i po okresie udoskonalenia języka polskiego rozpoczęliśmy pracę najpierw przy nowopowstającym drugim zborze Gdańskim a potem Rada Zboru Gdańskiego poprosiła nas, żebyśmy wraz z braćmi z Pierwszego Zboru Gdańskiego zaczęli misję w Sopocie. W 1998 r. przyjechaliśmy do Sopotu. Dzięki Bożej łasce Zbór powstał i został zarejestrowany w listopadzie 2001 r. Od 2010 rozpocząłem służbę w Wejherowie przy zakładaniu nowego Zboru. Wejherowski zbór został zarejestrowany w czerwcu 2014r . Niestety w 2011r. Kasia umarła na skutek białaczki i pobrałem się ponownie z Małgorzatą Bruch w I Zborze Gdańskim w listopadzie 2013r.

Jestem Bogu wdzięczny za Jego prowadzenie w moim życiu i za to, że On zlitował się nade mną. Nie mogę sobie wyobrazić jak wyglądałoby moje życie, gdybym nie poznał Jezusa. Bóg jest na prawdę zdolny, żeby przekształcić puste i nie owocne życie ludzi (nawet wojskowych!) i przekształcić je na piękną oazę „Zasadzę na pustyni cedry, akacje, mirty i drzewa oliwne. Zaszczepię na stepie razem cyprys, wiąz i pinie, Aby widzieli i poznali, zważyli i zrozumieli wszyscy, że to ręka Pana uczyniła i że to stworzył Święty Izraelski. Izaj. 41:19-20” Muszę powiedzieć, że moje życie teraz po prawie 30 latach chodzenia z Panem wygląda zupełnie inaczej niż w ogóle sobie mógłbym wyobrazić kiedy wstąpiłem do wojska 30 lat temu. Utożsamiam się z treścią w tej znanej wielu nam pieśni, Pan Jezus sam toruje drogę mą.”

 

Amen