staryW codziennym życiu często spotykamy się z tym dylematem. Rozwiązanie zazwyczaj zależy od tego, na ile zepsuta rzecz jest dla nas wartościowa. Jeśli uznamy, że jest cenna, wówczas chcemy jej odnowienia, byśmy mogli nadal z niej korzystać. Czasami podchodzimy jednak do tego problemu pragmatycznie, i o naprawie decydują koszty. Czasami zaś wartość emocjonalna powoduje, że decydujemy się na naprawę, choć nie widać w tym sensu ekonomicznego.

W życiu chrześcijanina problem ten nie dotyczy jednak tylko rzeczy materialnych, także w sferze duchowej mamy do czynienia z zepsuciem. Jak postępujemy w wypadku, kiedy grzeszy, „zepsuje się” brat lub siostra w naszym zborze? Czy podejmiemy trud naprawy? Czy raczej udajemy, że nie widzimy problemu? A może wyrzucamy „zepsutego” na śmietnik?

Co o tym mówi Słowo Boże?

O Boże, podtrzymaj mnie

w smutku i bolesnym doświadczeniu!

Złam pychę, która gardzisz,

I pociesz mnie w mym bólu!

Panie, objaw mi Swe Miłosierdzie

w więzach, na więziennej pryczy!

Oto ludzie chcą mnie pożreć,

podstępni i kłótliwi.

Ratuj mnie od lęku przed niebezpieczeństwem!

Ty mnie nigdy nie opuścisz,

W to mocno wierzę.

Dobrowolnie przelałeś za mnie Swą krew,

I w niej obmyłeś mnie.

Tam jest moja ufność cała,

W Chrystusie, Bożym Synu jedynym.

Na Nim teraz buduję,

w ucisku ufając.

Bóg mnie nie porzuci!

Umrzeć i nadal żyć

aż ujrzę mój kres.

W Tobie pokładam mą ufność,

Tyś pomocnikiem moim.

Duszę, ciało, dzieci,

wszystko powierzam Tobie.

O Panie, przyjdź rychło i zabierz mnie,

Od niegodziwych ludzi ratuj!

Tobie wieczna cześć!

Amen.

 

Treść tego hymnu przywodzi na myśl słowa Psalmów Dawidowych. Jest to prośba skierowana do Boga. Prośba, by przeprowadził On swego sługę przez czas prześladowania i cierpienia. Słowa są bardzo autentyczne, gdyż życie brata Leonharda było podobne do życia innych ewangelicznie wierzących XVI wieku. Doświadczył szyderstwa, biczowania, kajdan i więzienia.  Czytaj dalej

"Wierzę, iż wielką potrzebą dnia dzisiejszego nie jest wcale przebudzenie, ale radykalna odnowa, która sięgnie korzeni naszych moralnych i duchowych dolegliwości, zajmie się raczej przyczynami niż skutkami, bardziej samą chorobą niż jej symptomami...

...W przeciągu ostatnich 20 lat miało miejsce zepsucie religijne, trudno porównywalne z czymś od czasu, kiedy Izrael czcił złotego cielca. Można słusznie powiedzieć o nas, że "usiedliśmy, aby jeść i pić, i wstaliśmy, aby się bawić". Linia podziału pomiędzy Kościołem a światem została całkowicie zatarta. Oprócz kilku najpoważniejszych grzechów, grzechy nieodrodzonego świata są teraz tolerowane i gorliwie powielane przez zastraszającą liczbę chrześcijan, którzy twierdzą, że są narodzeni na nowo. Młodzi chrześcijanie przyjmują jako swoje wzorce ludzi światowych najordynarniejszego rodzaju i usiłują naśladować ich i upodobnić się do nich. Przywódcy religijni przyjęli technikę ekspertów od reklamy. Przechwalanie się, wabienie obietnicami i bezwstydne przesadzanie są teraz praktykowane jako normalne metody pracy kościelnej. Klimat moralny nie jest klimatem nowotestamentowym, lecz klimatem z Hollywood i z Broadwayu...

...Święta wiara naszych ojców na wielu miejscach stała się formą rozrywki, zaś przerażającą rzeczą jest to, że masy były tym karmione przede wszystkim od góry...

...Ten opis współczesnego chrześcijaństwa, chociaż nie dotyczy wszystkich, jest jednak prawdziwy, gdy chodzi o przygniatającą większość dzisiejszych chrześcijan. Z tej przyczyny jest rzeczą bezużyteczną, aby wielkie zgromadzenia wierzących spędzały długie godziny, błagając Boga, aby zesłał przebudzenie. Jeśli nie zamierzamy dać się przeobrazić, to możemy równie dobrze przestać się modlić. Jeśli modlący się ludzie nie mają zrozumienia ani wiary, aby zmienić cały swój sposób życia, by dostosować go do wzorców nowotestamentowych, to nie może być prawdziwego przebudzenia." Fragment z książki A.W. Tozera - Radykalny krzyż

Zarówno pierwsi uczniowe jak i przeciwnicy Pana Jezusa wielokrotnie zadawali sobie i innym pytania o Jego tożsamość. Kimże On jest? Za kogo się podaje?

chodzący po wodzie

Niektóre z Jego wypowiedzi wywoływały furię co gorliwszych religijnie słuchaczy, którzy w swym "świętym" oburzeniu chwytali za kamienie wołając: "kamienujemy cię ...za bluźnierstwo i za to, że Ty, będąc człowiekiem, czynisz siebie Bogiem!"

Czy rzeczywiście bluźnił? Czy rzeczywiście czynił siebie Bogiem?

Nawet dziś spotykamy "obrońców" Jezusa, którzy obstają przy tym, iż Jezus nigdy nie mówił o sobie jako o Bogu, ale tylko jako o słudze Boga. To rzekomo w późniejszych wiekach ludzie zaczęli tworzyć doktrynę o boskości Jezusa.

Spójrzmy na dwie krótkie wypowiedzi Pana Jezusa:

Choroba naszej, wówczas czteroletniej córki spadła na nas nagle i niespodziewanie. Zaczęło się tuż po świętach Wielkiej Nocy. Obudził nas jej głośny płacz. Leżała skulona na łóżku i nie pozwalała się dotknąć. Wezwaliśmy pogotowie, które nic nie stwierdziło. Następnego dnia miała kłopoty z chodzeniem, a kolejnego znalazłam się z nią w szpitalnej izolatce. Czekało nas tam sześć tygodni bólu, strachu i ciągłego cierpienia. Byliśmy z mężem przestraszeni i załamani. Przerażała nas i denerwowała niemoc lekarzy nie potrafiących jej pomóc, ani zdiagnozować choroby. Wiedzieliśmy jednak, że oprócz lekarzy mamy jeszcze Kogoś, Kto jest o wiele potężniejszy od nich, Kogoś, kto ma moc uzdrowić nasze dziecko jakąkolwiek chorobą było by dotknięte.

Więcej artykułów…