[2Kor 1: 8-24] Nie chcemy bowiem, bracia, abyście byli nieświadomi, że ucisk, który nas dotknął w Azji, był niemal nie do zniesienia. Spadł na nas ciężar ponad nasze siły, tak, że nie byliśmy pewni, czy w ogóle przeżyjemy. Właściwie pogodziliśmy się już z wyrokiem śmierci, aby nie liczyć na to, że sami zdołamy jeszcze coś zmienić. Zdaliśmy się na Boga, który wzbudza umarłych. I On uchronił nas od pewnej śmierci! A mamy w Nim nadzieję, że nie tylko tym razem. Liczymy, że nadal będzie nas chronił, między innymi dzięki waszemu współdziałaniu z nami w modlitwie, tak, aby z wielu ust wzniosła się do Boga wdzięczność za nas, za udzielony nam dar łaski. W tym wszystkim naszą chlubą było świadectwo naszego sumienia. Potwierdzało nam ono, że w stosunkach z ludźmi, a szczególnie z wami, postępowaliśmy z właściwą Bogu prostotą i szczerością — nie jako po ludzku mądrzy, lecz jako polegający na Jego łasce. Bo w tym, co piszemy, nie ma nic oprócz tego, co czytacie i rozumiecie, a mam nadzieję, że całkowicie zrozumiecie. Znacie nas przecież przynajmniej po części, więc wiecie, że w dniu przyjścia naszego Pana Jezusa będziemy waszą chlubą, podobnie jak wy naszą. Z takim przeświadczeniem postanowiłem już wcześniej przybyć do was. Pragnąłem, abyście powtórnie dostąpili łaski. Planowałem udać się od was do Macedonii, a potem, z Macedonii, znów do was wrócić, licząc, że mnie wyprawicie dalej do Judei. Czy ten plan był wyrazem lekkomyślności? Albo czy planując, robię to czysto po ludzku, tak że moje: tak, jest warte tyle, co: nie? Bóg jest wierny. To za Jego sprawą to, co wam mówimy, nie jest: tak, i zarazem: nie. Syn Boży, Jezus Chrystus, którego wśród was głosiliśmy — ja, Sylwan i Tymoteusz — nie był jednocześnie: tak, i: nie. W Nim dokonało się tylko: tak. Wszystkie Boże obietnice mają w Nim swoje: tak! Dlatego też przez Niego możemy potwierdzać: Tak, niech się stanie — dla chwały Boga. On jest Tym, który nas, oraz was, utwierdza w Chrystusie i który udzielił nam namaszczenia. On też wycisnął na nas pieczęć i, jako zadatek, dał nam do serc swego Ducha. Ja zaś wzywam Boga na świadka mojej duszy, że nie przybyłem do Koryntu tylko dlatego, że chcę was oszczędzić. To prawda, że nie jesteśmy panami waszej wiary. Jesteśmy jednak współtwórcami waszej radości, bo przecież oparliście swoje życie na wierze.
[2Kor 2: 1-4] Postanowiłem sobie natomiast nie przychodzić znów do was ze smutkiem. Bo jeśli ja was zasmucam, to kto ma mnie rozweselić? Liczyłem przecież na tych, których zasmuciłem. Właśnie po to napisałem wcześniej, aby po przybyciu nie doznać smutku ze strony tych, którzy powinni mnie cieszyć, przekonany co do was, że moja radość jest radością was wszystkich. Pisałem bowiem do Was pogrążony w zmartwieniach i przygnębieniu serca. Czyniłem to ze łzami, nie aby was zasmucić, ale dać wam poznać miłość, którą mam względem was, i to niezmierną.
Po uwielbieniu Boga za pociechę, którą Pan okazał mu w jego ostatnich próbach, Paweł zaczyna wyjaśniać Koryntianom swoje ostatnie plany podróży.
W 1 liście do Koryntian Paweł przedstawił swoje ostrożne plany - mianowicie, że chciałby ich odwiedzić po podróży przez Macedonię.
[1Kor 16: 5-7] Przybędę zaś do was, kiedy przejdę Macedonię. Będę bowiem szedł przez Macedonię. A być może zatrzymam się u was lub nawet przezimuję, żebyście mnie wyprawili, dokądkolwiek wyruszę. Nie chcę bowiem was teraz widzieć przejazdem, ale mam nadzieję pozostać z wami przez jakiś czas, jeśli Pan pozwoli.
Jednak z różnych niezależnych od niego przyczyn Paweł musiał zmienić swoje plany podróży.
Jak czytamy w 2Kor. 1:15-16 Paweł planował dwukrotnie odwiedzić Korynt, zatrzymując się tam najpierw przed podróżą do Macedonii, a następnie w drodze powrotnej.
I Paweł złożył pierwszą z tych dwóch wizyt.
Ponieważ jednak ta wizyta była niezwykle "bolesna", Paweł postanowił nie wracać na razie do Koryntu.
Zamiast tego, udał się prosto z Macedonii do Efezu.
Z Efezu napisał zaginiony "surowy list", w którym zajął się trudnymi problemami, z którymi borykał się kościół w Koryncie (2:3).
Na podstawie treści 1 i 2 Koryntian możemy ustalić, co wydarzyło się podczas tej "bolesnej wizyty" Pawła w Koryncie.
Otóż, pewni ludzie w Koryncie krytykowali decyzje Pawła i próbowali zdyskredytować Jego apostolski autorytet co spowodowało podział zboru na walczące frakcje (zob. 1 List do Koryntian 3:1-23).
Niektórzy Koryntianie wyśmiewali brak elokwencji Pawła, krytykowali jego odmowę przyjęcia wsparcia finansowego, i wytykali niepowodzenia i bolesne doświadczenia, jakie spotkały Pawła w jego służbie.
Najwyraźniej, podczas ostatniej wizyty Pawła w Koryncie, jego autorytet był wyraźnie kwestionowany i podważany.
Paweł surowo napomniał Koryntian podczas tej wizyty, a następnie kontynuował swoją podróż do Macedonii.
Zamiast jednak wracać z Macedonii do Koryntu, udał się prosto do Efezu.
Odwołał swoją drugą wizytę i zamiast tego napisał do nich list, w którym nawoływał zbór do rozwiązania poważnych problemów w ich społeczności.
Jego krytycy wykorzystali zmianę planów podróży Pawła, by zaatakować jego charakter.
Oskarżyli go o lekkomyślność.
Nazywali go „chorągiewką na wietrze”, niespolegliwym człowiekiem, który dziś mówi jedną rzecz, a jutro drugą, albo który mówi sprzeczne rzeczy z równym naciskiem, który ma swoje własne ukryte interesy na względzie, bo chodzi mu o swoją własną korzyść i na którego słowie nigdy nie można polegać.
Jeśli tak jest, to jak można wierzyć jego słowom, jego zwiastowaniu Chrystusa, jego Ewangelii?
Bezpośrednim wynikiem złowieszczej interpretacji czynów lub przypisywania komuś ukrytych motywów jest zniszczenie wzajemnego zaufania.
A wzajemne zaufanie jest niezbędnym fundamentem, na którym można budować jakiekolwiek duchowe dobro.
Czym jest rodzina, bez wzajemnego zaufania męża i żony, rodziców i dzieci?
Ile jest warte państwo, w którym obywatele darzą swych przywódców nieufnością i z niechęcią odnoszą się do ich decyzji?
Ile jest warta relacja duszpasterska, w której zamiast wzajemnej serdeczności, otwartości, wzajemnego wstawiennictwa i dziękczynienia, istnieje podejrzliwość, powściągliwość, insynuacja, chłód, złośliwość czy niechęć uznania tego, czemu nie można zaprzeczyć?
Apostoł Paweł znalazł się w takim przykrym położeniu i jego reakcja pokazuje nam jak Boży człowiek reaguje na fałszywe zarzuty i pomówienia.
Przyjrzyjmy się obronie wielkiego apostoła:
Zadaje on konkretne pytania: „Kiedy pierwszy raz chciałem was odwiedzić, czy byłem winny lekkomyślności, o którą mnie oskarżacie?
Albo rzeczy, które zamierzam, czy zamierzam według ciała, tak że gdy mówię tak mam na myśli nie?
Czy widzicie w moim charakterze i postępowaniu podstępnego, pozbawionego zasad polityka? - człowieka, który nie ma żadnych przekonań, ani sumienia co do swoich przekonań? - człowieka, który kieruje się wyłącznie własnym egoizmem?
Czy kiedy składam obietnice lub oznajmiam intencje, to robię to zawsze z milczącym zastrzeżeniem, że mogą one zostać odwołane, jeśli okażą się dla mnie niewygodne?
Czy przypuszczacie, że celowo reprezentuję siebie jako człowieka, który potwierdza i zaprzecza, składa obietnice i łamie je?
Przecież mnie znacie! Jak możecie wierzyć w coś takiego?
Cała moja relacja z wami była zaprzeczeniem takich poglądów na mój charakter.
Ponieważ Bóg, któremu służymy, jest wierny, nasze słowo do was nie jest jednocześnie tak i nie.
Nie jest niespójne, niejednoznaczne ani sprzeczne samo w sobie.
Jest ono całkowicie zgodne z prawdą i spójne w sobie.
[2Kor 1: 18-20] Bóg jest wierny. To za Jego sprawą to, co wam mówimy, nie jest: tak, i zarazem: nie. Syn Boży, Jezus Chrystus, którego wśród was głosiliśmy — ja, Sylwan i Tymoteusz — nie był jednocześnie: tak, i: nie. W Nim dokonało się tylko: tak.
Bo ile tylko jest obietnic Bożych, w Nim [mają swoje] "tak"; dlatego też przez Niego mówimy "Amen" dla chwały Boga.
Na tych 3 wierszach się dzisiaj skupimy, a pozostałe elementy obrony Pawła spróbujemy rozpatrzyć w naszych kolejnych rozważaniach.
Istnieją dwa powszechne przeciwstawne sposoby patrzenia na Stary Testament, którym ta nauka apostolska przeczy.
Po pierwsze, mamy grono zawiedzionych sceptyków, którzy twierdzą, że wiele Bożych obietnic w Starym Testamencie nie zostało spełnionych, i nigdy nie zostanie spełnionych.
Jest to opinia wielu, którzy studiują Biblię jako literackie dzieło antyku, ale nie dostrzegają życia, które w niej jest, ani organicznego związku między Starym Testamentem a Nowym.
Kiedy czytają Święte Pismo, na ich sercach znajduje się zasłona.
Czytają święty tekst, ale nie widzą chwały Boga w Jezusie Chrystusie, o którym całe Pismo składa świadectwo!
Otóż nasz fragment dobitnie stwierdza, że obietnice Starego Testamentu zostały spełnione, i to każda z nich.
Problem leży w tym, że wielu nie rozumie, co one znaczą i jak zostały spełnione!
Wielu traktuje obietnice Starego Testamentu jako fragment religijnych myśli zapisanych w starożytnym zwoju, które nie znajdują potwierdzenia w znanej nam dzisiaj historii.
Apostoł Paweł natomiast czyta obietnice Starego Testamentu jako wiecznie aktualne słowa żywego Boga, które znajdują wieczyste potwierdzenie w Jezusie Chrystusie, Bożym Synu!
O tym więcej za chwilę.
Najpierw jednak przyjrzyjmy się jeszcze jednej opinii, bardzo popularnej wśród protestantów, która mówi, że wiele z Bożych obietnic Starego Testamentu nie zostało jeszcze spełnionych, ale ich literalne, historyczne spełnienie nastąpi w przyszłości.
Obawiam się, że jest to błąd, który wynika z traktowania narodu żydowskiego jako przedmiotu proroctwa a nie, jak uczy apostoł Paweł w naszym fragmencie - sam Chrystus jest spełnieniem Bożych obietnic.
Wielu protestantów oczekuje literalnego wypełnienia starotestamentowych proroctw, zapowiadających uniwersalne panowanie narodu żydowskiego jako nowej monarchii Dawida, z Chrystusem na czele nad takim ziemskim królestwem.
Taki pogląd wydaje się chybieniem celu, jeśli weźmiemy pod uwagę zapisane tu natchnione słowo Apostoła Pawła, który uczy nas, że wszystkie Boże obietnice zostały już doskonale wypełnione w Chrystusie, i nie mamy szukać ich innego wypełnienia.
Ci, którzy poznali Chrystusa, widzą wszystko, co Bóg zamierzał uczynić!
Ten, kto przyjmuje Chrystusa wie, że ani jedno dobre słowo z tego wszystkiego, co powiedział Bóg, nie zawiodło.
Bóg nigdy, przez obietnice Starego Testamentu, nie wkłada w serce człowieka nadziei, która nie byłaby zaspokojona w Jego Synu.
Rozważmy praktyczne znaczenie prawdy, że wszystkie Boże obietnice są tak i Amen w Chrystusie – w odniesieniu do treści naszych modlitw.
Boże obietnice są Jego deklaracjami tego, co On jest skłonny uczynić dla ludzi; i w swej istocie powinny być jednocześnie natchnieniem i ograniczeniem naszych modlitw.
Jesteśmy zachęcani do tego, by prosić o wszystko, co Bóg obiecuje i o nic więcej! Musimy na tym poprzestać.
Miarą modlitwy winien być sam Jezus Chrystus!
Możemy prosić o wszystko, co jest w Nim; nie powinniśmy prosić o nic, co leży poza Nim.
Uznanie tego powinno zarówno rozszerzyć nasze modlitwy w niektórych kierunkach, jak i ograniczyć je w innych kierunkach!
Możemy prosić Boga, aby dał nam czystość Chrystusa, Jego prostotę, Jego łagodność i pokorę, Chrystusową wierność i posłuszeństwo, zwycięstwo Chrystusa nad grzechem, światem i szatanem.
Czy pojmujemy ogrom tych rzeczy?
Czy są one treścią naszej modlitwy z świadomością ich wielkości, zrozumieniem rozległości naszej prośby?
Co więcej, możemy prosić o chwałę Chrystusa w nas, o moc Jego zmartwychwstania w nas, o Jego doskonałe życie w nas!
Bóg obiecał nam to wszystko w Jezusie, naszym Panu!
Czy obiecał cokolwiek innego, o co prosimy poza Chrystusem, religijnie dodając w naszych modlitwach magiczny zwrot „W Imieniu Jezusa”?
To tak nie działa!
Powiedzenie tylko słów „W Imieniu Jezusa” nie czyni naszej modlitwy skuteczną i wiążącą dla Boga!
Natomiast wszystko to co widzimy w Jezusie jest gwarancją Bożych obietnic dla nas!
Modlitwa „W Imieniu Jezusa” to modlitwa zgodna z wolą Boga objawioną w Jezusie, modlitwa w oparciu o Boże obietnice, które znalazły wypełnienie w Jezusie!
Czy skupiamy wzrok na Bożym Synu, jak On żył na tym świecie, pamiętając, że On sam jest miarą Bożych obietnic?!
Czy też prosimy aby nasza pielgrzymka przez ten świat była wolna od tego przez co musiał przechodzić Boży Syn?
Czy Jezus nigdy się nie smucił?
Czy On nie spotykał się z niezrozumieniem i niewdzięcznością?
Czy nigdy nie był głodny, spragniony, zmęczony?
Czy Jezus nie znał cierpienia, bólu i trwogi?
Jeśli wszystkie Boże obietnice są streszczone w Nim - jeśli On jest wszystkim, co Bóg ma do zaoferowania - czy możemy iść odważnie do tronu łaski, i modlić się, aby być zachowani od tego, co On musiał przejść, albo być bogato zaopatrzeni w przyjemności, których On nigdy nie znał?
Wiele modlitw pozostaje bez odpowiedzi dlatego, że są to modlitwy o rzeczy, które nie są zawarte w Bożych obietnicach.
Modlitwy, by dostać to, czego Chrystus nie dostał, lub uniknąć tego, czego On nie uniknął.
Jest tak wiele dobrych obietnic Boga, że nie sposób ich wszystkich wymienić, a wszystkie one są pewne w Chrystusie.
Kiedy nasze oczy są wpatrzone w Jezusa, On sam nieuchronnie staje się istotą naszych modlitw.
Pragnieniem naszego serca, jest aby znaleźć się w pełni w Nim!
Aby On mógł żyć we mnie i uczynić mnie tym, kim On jest!
Czy nie uważamy, że gdy Bóg daje nam Swojego Syna, to wszystko staje się nasze?
W Jezusie jest pełnia - wszystko co moglibyśmy wziąć, wszystko co Bóg może dać!
Drag & Drop Website Builder